Gdzie raki zimują?

large

Wchodząc na Oddział Onkologii, człowiek nigdy nie wie, czego się spodziewać. Czy zobaczy chorych leżących na łóżkach i ich bliskich, trzymających ich za rękę, z zapłakanymi oczami, których starą się nie pokazywać chorym? Czy będą to już praktycznie zastygł w agonii twarze, na których rysuje się jedynie nadchodzące widmo śmierci? Czy mając taką chorobę, czuje się pogodzonym z pewnymi faktami, czy ma się nadal nadzieję tak wielką, na jaką można sobie pozwolić?

Część odpowiedzi na te pytania znałam, bo miałam styczność z tą chorobą wcześniej. Tyle, że nigdy nie byłam jeszcze w polskich szpitalach, do tej pory „dane” mi były te brytyjskie. Tam wiedziałam, jak to wygląda. Każdy miał przeznaczoną dla siebie małą salę, przyjemne pielęgniarki, które wprowadzały atmosferę iście domową i były na każde zawołanie. Liczył się przede wszystkim komfort pacjenta i ulżenie mu w bólu. Nikt nie miał prawa tam cierpieć, nawet jeśli wiązało się to ze spożywaniem morfiny tak często, że receptory opioidowe brały to za pewnik.

Nie spodziewałam się czegoś takiego dostrzec w Polsce. Mimo wszystko, nastraszona opiniami o nieprzyjemnych salach szpitalnych, jeszcze mniej przyjemnym personelu i wszystkim tym typowo „polskim” – na odpierdziel, aby było, szablonowo, niedostosowanie do indywidualnych potrzeb – spodziewałam się widoku mocno PRL-owskiego. Z tego, co mi zresztą wiadomo – taki widok nie jest obcy. Poznałam kobietę, która była w jednym z zachodniopomorskich szpitali i uciekła stamtąd tak szybko, jak tylko się dało; brud, smród i ubóstwo. Zdecydowała się na szpital mocno oddalony od jej miejsca zamieszkania, ale lepszy.

Jak tam weszłam, byłam zaskoczona. Miłe pielęgniarki, znające się na tym, co robią i gotowe zasugerować ci, jak radzić sobie z tą trudną sytuacją – co jeść, czym się wspomagać, jak to ogarnąć. Na korytarzu dwa olbrzymie fotele, na które możesz opaść w dowolnej chwili, jeśli masz ochotę się w nich zapaść i odpocząć, szczególnie jeśli jesteś osobą chorą. Dużo krzeseł na chwile oczekiwania, a przyznać muszę, że chwil oczekiwania jest sporo i z całą pewnością nie są krótkie. Chociaż jesteś kolejną osobą w ich kolejce, tak samo jak wszystkie inne osoby bojące się o życie bliskich osób, nie można mówić o szablonowości. Owszem – nikt nad Tobą nie siedzi, nie płacze, nie pociesza, a raczej mobilizuje Cię do działania i bierze Cię „na twardo”, to jednak nie jesteś kolejnym zapisem w kartotece. Przyjemna odmiana.

Kobiety, które tam… Chciałoby się powiedzieć „poznałam”, ale to zbyt wielkie słowo – nie mam pojęcia, jak bardzo są chore, jak wyglądało ich życie po chorobie, jakie mają oczekiwania… Więc nie poznałam ich, ale powiedzmy, że miałam okazję chwilę przysłuchiwać się ich rozmowie, tego dnia wychodziły po paru dobowym pobycie w szpitalu i chemioterapii. Jedna powiedziała: „życie jest piękne”. Powiedziała też, że nowotwór cofnął jej się o 50% i wtedy po raz pierwszy dostrzegła uśmiech na twarzy ordynatora. „Życie jest piękne”, chodzi mi ciągle po głowie. Jak często Ty mówisz, że życie jest piękne? Czy byłbyś w stanie to powiedzieć, wiedząc że masz w sobie tykającą bombę, którą zabijając, wyniszczasz siebie? Mógłbyś?

Kwestia ordynatora jest poza tym całkiem zabawna. Ludzie tam wymyślili slang na wszystko. Ordynatora nazywają „Wielkim Bratem”, jego gabinet – „Pokojem Westchnień”. Chemia zapakowana w zielony worek aby nie ulec niepowołanej ekspozycji na światło – „zielonym ludkiem”. W ten oto sposób, siedząc naprzeciwko nich na krześle, usłyszałam: „Baśka, chodź już, zielony ludek na Ciebie czeka, właśnie przywieźli!”. Wielkiego Brata widujesz tylko w specjalnych okazjach. Ta kobieta, której nowotwór zmniejszył się o 50% go widziała. Łatwo nie było, bo tylko oczy wystają mu zza stosu kartek (miałam farta być w Pokoju Westchnień i muszę to potwierdzić; tak mało zorganizowanego pokoju po tak mocno poważanej osobie się nie spodziewałam; wszystko w nieładzie, na biurku nie ma miejsca, na którym nie leżałyby kartki, nawet książki na regale nie poukładane, a porzucane w jakiejś dziwnej pozycji). Ale zdołał się uśmiechnąć. Ten jeden raz. Wielki Brat jest bowiem poważnym człowiekiem.

Dlatego, czy ci ludzie czekają na śmierć? Czy stracili nadzieję? Czy użalają się nad swoim losem? Nie ci, których poznałam. Zarażają energią, która przynosi nadzieję. Nadzieję, że można chcieć żyć, nawet kiedy o to życie trzeba walczyć. Cenię takich ludzi najbardziej. Ciężko jest być siłą dla innych, ale być siłą dla siebie – to chyba najpiękniejsza umiejętność.

Przez konieczność zmierzenia się z tym, że będę musiała bywać na Oddziale Onkologii, głównie psychicznie, nie potrafiłam napisać ani słowa, które chciałabym komukolwiek pokazać. Teraz zrozumiałam, że słowa, zwłaszcza w takich sytuacjach, są potrzebne. Zrozumiałam, że niektórych rzeczy nie wie się tylko dlatego, że ktoś nie umie o tym mówić. Może to jest właśnie o wiele bardziej sensowny cel tego bloga? Może warto w końcu pisać o czymś, co ma znaczenie?

Bo życie osoby, która mi zachorowała, ma dla mnie ogromne znaczenie.

21 przemyśleń na temat “Gdzie raki zimują?”

  1. Ciężko cokolwiek mądrego napisać pod tym wpisem… Jest bardzo pouczający i jednocześnie wywołuje smutek.

  2. ~nie-idealna pisze:

    To było w czasie sesji. Denerwowałam się nagromadzonymi egzaminami, martwiłam się że nie zaliczę wszystkiego w terminie. Uczyłam się właśnie do jednego z trudniejszych egzaminów, marudząc jednocześnie, że na pewno go nie zdam. Siostra, cała blada weszła do mojego pokoju z wiadomością, że D. właśnie zmarł. Po 4 latach walki, po pokonaniu choroby raz, drugi i trzeci. Za 4 razem chyba zabrakło sił i odszedł. To był moment kiedy mnie olśniło jak wiele ja mam szczęścia w życiu. Nie mogę zrzucić 5 kg. dla fryzjerki u której byłam moje 2 cm. to jej 5 w związku z czym jeszcze przez co najmniej miesiąc będę rzygać patrząc w lustro. Ale to nic, to błahostki w porównaniu z tym, co przeżywają inni. w porównaniu z tym, co przeżywasz Ty. Szkoda, że tak często o tym zapominam.

    1. Kala pisze:

      To chyba całkiem normalne, że zwracamy uwagę na wszystkie te, nic nie znaczące, drobnostki. Oczywiście nie traktujemy tego z całkowitą powagą, z jaką traktujemy bardziej znaczące kwestie w naszym życiu. Ale ciężko oczekiwać od nas, że przez pryzmat tego, że mogłoby być gorzej, będziemy wiecznie zadowoleni po tym świecie chodzić. Toż to wbrew ludzkiej naturze jest jednak. ;)

      1. mamkament pisze:

        A ja uważam, że Twój wpis , opis jest optymistyczno – refleksyjny. Uroczy opis szpitala i Wielki Brat, zawalony papierami. Ludzie, którzy się cieszą, że maja 50% szans. Czy zdrowi zauważają, że świat jest piękny, że życie to skarb? Otóż często nie! Przejmujemy się byle czym, obrażamy, narzekamy, dzielimy włos na czworo. Cieszmy się życiem, słońcem,spojrzeniem drugiego człowieka.To, co mamy teraz nie jest nam dane raz na zawsze.Pozdrawiam serdecznie.

  3. Kari pisze:

    Ten temat nie jest mi obcy… W rodzinie sporo było przypadków raka. Nie wszystkie odniosły zwycięstwo.
    Obecnie kończę psychologię, po studiach chcę iść na kolejne, a konkretnie: psychoonkologię. To moja dziedzina, świat, w którym czuję się dobrze (czy można w ogóle czuć sie dobrze w takim miejscu?), w którym wiem, że mogę sie przydać i pomóc.
    Jeśli chodzi o oddział onkologii, to często bywam na dziecięcym z racji wolontariatu, w który się zaangażowałam. To naprawdę przyjazne dzięki personelowi miejsce, a dzieciaki tak radosne, że nie czuć strachu i lęku.
    Bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się podjąć taki temat na blogu. O tym trzeba mówić, trzeba to oswajać.
    Życzę Ci dużo siły, bo wiem, że często to rodzinie/bliskim chorej osoby jest ona bardziej potrzebna, niż samemu choremu.
    U mnie przed chwilą zagościł nowy wpis – zapraszam :)

  4. ~jotka pisze:

    Dziś chyba nie ma rodziny, środowiska bez osób dotkniętych chorobą nowotworową i ludzie różnie sobie z tym radzą. Moja mam też zachorowała i co znamienne, nie umieliśmy z nią o tym rozmawiać, jakby samo wspominanie o tym miało pogorszyć jej stan.Co innego, że sama tez nie paliła sie do tego, rozmawiała raczej z przyjaciółką, o czym dowiedzieliśmy się później.Zaczęła natomiast zapisywać coś tam w zeszycie, może gdyby wtedy założyła blog, byłoby jej łatwiej?
    Niektórzy pisanie traktują jak terapię, w różnych sytuacjach to pomaga. Pisz więc, chętnie poczytam, życie to nie zawsze bułka z masłem, czasami to czerstwy chleb…

    1. Kala pisze:

      Czy pisanie jest moją formą terapii, tego nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli ktoś kiedyś o podobnym problemie trafi na tą stronę, nie będzie się może czuł tak osamotniony i tak jedyny na tym świecie z tego rodzaju lokalną katastrofą. Czasem z takich przeżyć warto zrobić trochę pożytku.

  5. „Życie jest piękne…” Nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zależy od chęci walki z tym, co nas spotyka, doświadcza. Ludzie obeznani z tematem, mają dokładne dane konkretnych przypadków, w których siła psychiczna i umiłowanie życia w nieprawdopodobny sposób wspomagały ciało. Jak mało jeszcze wiemy o nas samych.

    1. Kala pisze:

      Jedna z moich wykładowczyń na uniwersytecie pisze pracę na temat nastawienia psychicznego o rozwoju nowotworu płuc. Dlatego z całą pewnością – taka zależność istnieje, co zostało naukowo udowodnione zresztą. Warto więc myśleć dobrze. ;)

  6. ~Bloondyna pisze:

    Nowotwór jest straszny. Niestety większość polskich szpitali również. Moja mama jako pielęgniarka, co prawda na urologii, wstydzi się za swoje koleżanki z pracy i za to jaki mają stosunek do pacjentów. Moim zdaniem w szpitalu powinny pracować osoby z powołania. Dlatego całe szczęście, że do takiego miejsca trafiłaś. Przykro patrzeć na szpitale-umieralnie, na bezduszny personel i sale iście z horroru. Czasem jest to przecież miejsce, w którym pacjent i rodzina muszą się przygotować na najgorsze. Tobie życzę, żeby życie było piękne i żebyś na nic nie musiała się przygotowywać.

    I jestem tutaj chyba ostatnią osobą, która mogłaby Ci udzielić rady. Nie powiem, że wszystko będzie dobrze, bądź silna, zakończenie będzie szczęśliwe. Nie. Mogę jedynie powiedzieć Ci, żebyś sobie poradziła. Znajdź sposób, który pomoże Ci to wszystko przetrwać i uczep się go. Życie jest okrutne i nie słucha naszych próśb, więc po prostu musisz sobie jakoś poradzić, znaleźć sposób. Oby Ci się udało.

    1. Kala pisze:

      Radzę sobie tak dobrze, jak dobrze można sobie radzić z zaistniałą sytuacją. Z niektórymi rzeczami trzeba walczyć z dumnie uniesioną głową i wykorzystując wszystkie dostępne środki. Po latach tylko to się bowiem liczy.

  7. ~Mara pisze:

    Nie wiem, czy psychicznie dałabym radę przebywać w takim miejscu. I nie daj Panie Boże, nie chcę się przekonać. ,,Życie jest piękne”… to na pewno zapamiętam.

    Przesyłam pozdrowienia,
    Mara

    1. Kala pisze:

      Wbrew pozorom, nie jest to miejsce smutne. Więcej widziałam w swoim życiu ludzi zdrowych, mających się dobrze, a przytłoczonych na siłę, dla zasady, bo szef nie taki, fryzjer zepsuł włosy czy z jakichś innych przyziemnych, wręcz głupich powodów, niż ludzi faktycznie zdołowanych na Oddziale Onkologii, zaufaj mi. ;)

  8. ~Joanna pisze:

    Dzisiaj nowotwory to prawdziwa plaga, moje obie Babcie zmarły przez niego… Myślę, że wiele może zdziałać pogoda ducha oraz nastawienie do choroby. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się poukłada. Pozdrawiam serdecznie :)

  9. ~yellowish pisze:

    Ano, rak to choroba niejako cywilizacyjna, bo na większość innych mają już sposoby, nawet jak kto ma HIV, to mu potrafią przedłużyć życie. Racje, wszędzie się teraz o nim słyszy. U mnie w najbliższej rodzinie, u kumpla, u którego mieszkałem, jego brat, teraz mama. U innych przyjaciół też. Mama kumpla, która zmarła pod koniec zeszłego roku, czy jakoś tak, podchodziła do tego z humorem. Popijała wino i twierdziła, że będzie co będzie. Wiadomo, co tam ludzie naprawdę myślą, tego nie wiadomo, ale na koniec, to każdy jakoś się spotka z tą wielką niewiadomą, tyle, że szkoda oczywiście, gdy jeden wcześniej, drugi później.
    Pozdrawiam :)

  10. Martynka pisze:

    Życzę Tobie i osobie Ci drogiej dużo siły, bo to przyda się Wam z pewnością. Rak (z którym miałam styczność w podobnych sytuacjach jak Ty) nauczył mnie jednego – trzeba być wytrwałym i myśleć pozytywnie, bo gdy psychika osłabnie pozostaje nam tylko ciało. I przede wszystkim wsparcie jest kluczem. A skoro jesteś źródłem wsparcia to masz ogromną moc w swoich rękach. :) Ale to przecież wiesz!
    Pozdrawiam serdecznie, M.

  11. nielubiebrukselki pisze:

    Dużo siły !

  12. ~Krystyna pisze:

    Jakoś na szczęście nie miałam do czynienia z rakiem.
    Współczuję ludziom, którzy zachorowali.
    Nie jest łatwo.
    Życzę Tobie spokoju , równowagi i duzi siły.
    Pozdrawiam !

  13. Ada pisze:

    Nie jest łatwo, ale warto szukać sensu i odpowiedzi na pytanie „Dlaczego?” W każdej, nawet tak bardzo beznadziejnej sytuacji jak rak.
    To bardzo pomaga. Chorej osobie potrzebe jest wsparcie i „normalne życie”, dasz radę. Życzę zdrówka.

  14. ~ewelina pisze:

    umiesz zainteresować tematem

  15. Panna Maple pisze:

    Czytając opis miejsca, w którym się teraz znalazłaś, mam refleksję, że oddziały onkologii są różne, jak różni są ludzie, którzy je tworzą i prowadzą. Są miejsca przyjazne, dające nadzieję… i są umieralnie.
    Życzę wszystkiego najlepszego, dużo dobrej energii i optymizmu. Dasz sobie radę. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>